360 tysięcy kilometrów pomocy

W tym roku w w drugiej połowie lutego po raz 143 zawitał z pomocą humanitarną do Szczytna jego honorowy obywatel – Werner Koepke. Towarzyszył mu emerytowany oficer zachodnioniemieckiej policji Hermann Salge, który dopiero rozpoczyna u boku Wernera swą wolontariacką służbę. Podczas tegorocznego przyjazdu, Werner Koepke wspomógł m.in. Warmińsko – Mazurski Oddział Okręgowy Polskiego Czerwonego Krzyża, natomiast słodkimi upominkami obdarował Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Szczytnie oraz siostry z Klasztoru Zakonu Mniszek Klarysek Kapucynek w Szczytnie.

Niemiecki wolontariusz jest skromnym człowiekiem i na ogół stara się unikać zbędnego rozgłosu, związanego z jego działalnością, jednak zawsze z dumą dodaje, że za swoją pracę otrzymał od Prezydenta RP Złoty Krzyż Zasługi, a władze miasta uhonorowały go zaszczytnym i jedynym przyznanym do tej pory tytułem honorowego obywatela miasta Szczytno. W sposób szczególny ceni sobie statuetkę Juranda, którą został wyróżniony przez starostę szczycieńskiego.
– 8 listopada 1993 roku przyjechałem do Szczytna po raz pierwszy, a tegoroczna wizyta jest już z kolei moją 143.

Werner dodaje, że dla dokumentowania działalności stowarzyszenia, prowadzi statystykę, według której łączna ilość kilometrów, które pokonał w Leiferde (Dolna Saksonia) do Szczytna już dawno przekroczyła 360 tys. kilometrów. – W tym wszystkim nie są jednak najważniejsze liczby i dane statystyczne, a ludzie, którym mogę pomóc.

Dlaczego jednak z tylu mazurskich miast, Werner wybrał Szczytno? – W Leiferde, skąd pochodzę, mieszkała lekarka – doktor Kühne. Okazało się, że to była mieszkanka Szczytna, która w 1945 roku musiała opuścić miasto. W takiej miejscowości, jak Leiferde, wieści dość szybko się roznoszą, więc na informację o organizowaniu pomocy dla Mazur, skontaktowała się ze mną i powiedziała „Jedźcie do Szczytna z pomocą”.

W ten sposób w 1993 roku rozpoczęła się wolontariacka przygoda Wernera ze Szczytnem. Werner stara się nie mówić o tym, ile własnej pracy, zaangażowania i środków wkłada w organizację transportów. Po dłuższej namowie przyznaje jednak, że gdyby zebrać wszystko razem do kupy, to w ciągu 28 lat wolontariackiej służby z własnej kieszeni wyłożył na to łącznie około 80 tys. euro.

   

Hermann Salge, który w lutym przyjechał wraz z Wernerem do Szczytna nie ukrywa, że do takich działań dołączył dopiero na emeryturze, bo wcześniej będąc przez ponad 40 lat oficerem policji, czas mu na to po prostu nie pozwalał. Wcześniej nie bywał w naszym mieście, ale będąc fanem motocykli, przez kilka dni przejeżdżał, nie przez samo Szczytno, ale region.

– Właściwie to przez całe swoje dorosłe życie wykorzystywałem każdą okazję i wolny czas, aby jeździć motorem. Obecnie od dwóch lat, od kiedy jestem na zasłużonej emeryturze, pokonuje tysiące kilometrów, poznając nie tylko swoje okolice i kraj, ale i świat. Na potwierdzenie swoich słów Hermann dodaje, że w ubiegłym roku w ciągu 8 tygodni poprzez Polskę i kraje nadbałtyckie objechał całą Skandynawię. Łącznie pokonał wówczas 12 tys. kilometrów.
– Z Wernerem znamy się już od jakiegoś czasu. Dołączyłem do jego zespołu i stowarzyszenia „Masurenhilfe”. W ubiegłym roku udało mi się do waszego miasta przyjechać po raz pierwszy. Tak naprawdę, to dopiero teraz mój przyjazd z pomocą można uznać za „pełny”, ponieważ rok temu doznałem będąc już tu na miejscu kontuzji i właściwie przez jakiś czas byłem wyłączony ze swojej aktywności, co wiązało się to oczywiście z wcześniejszym powrotem do Niemiec.

Werner bez problemu i bardzo szybko odpowiada, co mu w tym wszystkim daje siły napędowej do działań. – Prawdopodobnie nigdy się nie „wypalę”. Ja po prostu widzę, kto potrzebuje i czego przede wszystkim oczekuje. Nie liczę na jakieś szczególne podziękowania, bo to zatraciłoby ideę, która mi przyświeca. Najważniejsza jest dla mnie radość na twarzy obdarowanych osób, a szczególnie dzieci, które są bardzo spontaniczne i zawsze wraz ze swoimi przyjaciółmi spotykam się z ciepłą reakcją ze strony najmłodszych.

Werner wraz ze stowarzyszeniem które reprezentuje, od wielu lat pomaga domom dziecka m.in. w Szczytnie i w Pasymiu. Na pytanie, kiedy będzie miał czas na odpoczynek, mówi, że wówczas, gdy nadejdzie ta prawdziwa starość, gdy nie będzie mógł prowadzić samochodu, a jego stan pozwoli jedynie na przebywanie w domu.
A skąd może wiedzieć, jakie są potrzeby innych? W tym właściwie od samego początku dzielnie wspiera Bogusława Łopatka wraz ze swym mężem Ryszardem. – Na początku działalności Wernera byłam tłumaczem podczas jego wizyt w naszym mieście, ale dość szybko wspólnie ze swoim małżonkiem, zaangażowaliśmy się w działania naszego niemieckiego przyjaciela. Mój Rysiek jest osobą dość znaną w Szczytnie, przez co docierają do nas takie informacje, kto potrzebuje na przykład wózka dla osoby niepełnosprawnej, bądź też kule ortopedyczne.

Działania honorowego obywatela miasta Szczytno są znane w Niemczech dalej, niż w jego rodzinnym Leiferde. Nie tak dawno, wraz ze swoimi niemieckimi przyjaciółmi wzięli udział w audycji radiowej państwowej rozgłośni NDR, gdzie mieli okazję przedstawić ideę działania stowarzyszenia „Mazurenhilfe”. Wcześniej Werner za swoje działania był również gościem honorowym Konsula Generalnego RP w Kolonii. Przykłady uznania za niesienie pomocy mieszkańcom Mazur, a właściwie Szczytna i powiatu, można mnożyć. Nie sposób przedstawić zasługi Wernera i jego niemieckich przyjaciół na rzecz innych ludzi. Jak powiedział nie tak dawno jeden z jego znajomych, Wernerowi powinno się śpiewać na jego urodziny „200 lat!”, bo jego niespożyte pokłady energii, optymizmu i chęć niesienia pomocy innym, starczyłoby na pewno i na dwa stulecia, a może i na trzy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.